Express-Miejski.pl

P. Adamczyk: Trenuję tam, gdzie mnie chcą

Paweł Adamczyk jeszcze w barwach Nysy fot.: Dawid Broniszewski/nysa.klodzko.pl

Jeszcze zimą liczył na awans z Nysą Kłodzko. Po nieudanej walce o IV ligę zrezygnował z prowadzenie zespołu. Potem objął Iskrę Jaszkowa Dolna.

Ponad dwa miesiące minęły od niechlubnego remisu w Goli Świdnickiej, gdzie Nysa zaprzepaściła szansę na awans. „Niestety, ale tak już jest, że za wyniki zawsze odpowiada trener. Biorę tę odpowiedzialność na siebie i postanowiłem zrezygnować z prowadzenia drużyny seniorów. Jest nowy zarząd, więc musi się teraz wykazać. Mam jednak wrażenie, że takiej drużyny w Kłodzku długo nikt nie zbuduje” - napisał w swoim oświadczeniu Paweł Adamczyk, który potem pożegnał się także z pracą z młodzieżą. Jak sam mówi, czas leczy rany, ale jednak pewne sprawy trzeba wyjaśnić i powiedzieć, co komu leży na sercu.

Express-Miejski: Ile jest wart dla pana szacunek wśród innych?
Paweł Adamczyk: Jeżeli nie zdobyłem szacunku poprzez swoją karierę jako zawodnik i pracę w klubie, to trudno. Nieprzekonanych, i tak nie przekonam, ale to już nie mój problem. Poza tym nie widzę sensu tłumaczyć się ze swoich decyzji. Mogę trenować w każdym klubie, który będzie chciał ze mną współpracować. Widocznie Iskrze bardziej zależało na tym, żebym u nich pracował niż Nysie na zatrzymaniu mnie.

Pytam, gdyż z pewnością pojawią się głosy, że poszedł pan „za większą kasę trenować na wioskę”, nie starając się wykonać kroku naprzód, że kapitan zawsze schodzi ze statku ostatni.
Zarzut o pieniądze to nonsens. W Nysie przepracowałem, lekko licząc kilka miesięcy za darmo, mając propozycje z innych klubów, więc wydaję mi się, że nie w tym rzecz. Owszem, kapitan jako ostatni opuszcza pokład statku, ale tonącego. Zostawiłem Nysę w bardzo dobrym stanie zarówno jeśli chodzi o skład personalny, jak i formę sportową. Utrzymanie tego stanu rzeczy nie należy już do mnie. Natomiast co do Iskry, to uważam, że z drużyną, która w poprzednim sezonie cudem uniknęła spadku, można zrobić duży krok naprzód i to w stosunkowo niedługim czasie. 

Pójdę nieco dalej. Wielu ma nadzieję, że powinie się panu noga, jak podczas przygód w Orle Ząbkowice Śląskie i Polonii Bystrzyca Kłodzka. Tam apetyty były spore, a kończyły się one niepowodzeniami. Potem wracał Pan do Nysy.
Po pracy w tych klubach na pewno oczekiwałem więcej, zwłaszcza w Orle. Wiem, że to marna pociecha, ale kolejni trenerzy też nie poprawili sytuacji klubu, aż do spadku z III ligi włącznie. Z kolei co do Polonii, to celem był wówczas awans do Klasy Okręgowej. Niestety po rundzie jesiennej należało zweryfikować plany, ponieważ zespół opuściło kilku kluczowych zawodników m.in. bracia Matusikowie, Maciej Gąsienica czy Tomasz Bąk. Toteż trudno nazwać brak awansu porażką. Natomiast skoro Nysa nie chciała mnie zatrzymać, to nie po to, aby później proponować mi pracę. Myślę, że mój powrót w obecnych warunkach jest mało realny. Za dużo zmian musiałoby nastąpić, aby mógł wrócić.

Jednak mimo wielu problemów, szczególnie zimą, gdy w trakcie okresu przygotowawczego musiał Pan odmówić rozegrania meczu kontrolnego z powodów finansowych, Nysa do końca rywalizowała o awans.
Mimo że awans był naprawdę blisko, to właśnie w tym czasie zabrakło nam wsparcia. Zabrakło dwóch, ewentualnie trzech wzmocnień, lecz za tę sytuację trudno kogokolwiek obwiniać, ponieważ rezygnację złożyli wówczas prezes Marek Szpak i wiceprezes Witold Krzelowski. W zamian jednak nikt nie chciał objąć sterów w klubie. Wobec tego nikt nowy do nas nie przyszedł i wiosną dysponowaliśmy niezwykle wąską kadrą. Ponadto na stadionie brakowało gospodarza, co powodowało, że zawodnicy często musieli sobie sami sprzątać szatnie czy nosić sprzęt do prania. To są drobnostki, które jednak irytowały. Kończąc tę kwestię, mieliśmy po prostu pecha, że w najważniejszej rundzie nie było zarządu, który pomógłby nam w osiągnięciu celu, jakim był awans. Walka w zaistniałej sytuacji to i tak był wyczyn.

Wróćmy zatem pamięcią do Goli Świdnickiej. Jest 80. minuta meczu. Michał Wojtal pewnie egzekwuje rzut karny i Nysa jest o krok od IV ligi. Radość niestety nie trwała długo...
Bramki padają zarówno w pierwszej minucie, jak i w 90. minucie, a czasami nawet później. Dopóki trwa mecz, zawsze istnieje szansa na zdobycie, ale i stracenie bramki. Niemniej boli fakt, że byliśmy tak blisko celu i nie udało się go zrealizować. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz, który powinniśmy wygrać. W piłce jednak nie wszystko można logicznie wytłumaczyć.

Pana zespół jednak mógł dużo wcześniej przypieczętować awans. Kibicom najbardziej zapadły w pamięć porażki z LKS-em Bystrzyca Górna i Zdrojem Jedlina-Zdrój oraz remis z Iskrą Jaszkowa Dolna, gdy pana zespół prowadził 2:0.
Tak, wygranie, któregoś z tych trzech spotkań mogło dać nam awans. Bardzo chcieliśmy wygrywać, ale ten plan spełznął na niczym. Każda z drużyn aspirująca do gry o awans traciła punkty. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że my na wiosnę rozegraliśmy dwa słabe mecze. Z Zamkiem Kamieniec Ząbkowicki, który szczęśliwie zremisowaliśmy i ze Zdrojem właśnie.

Po przegranym remisie ze Zrywem Gola Świdnicka zrezygnował pan z prowadzenia drużyny seniorów, dodając na odchodne, że w Kłodzku raczej długo takiej drużyny nikt nie zbuduje. Zrobił pan to z przekory i chęci pokazania, że nikt nie interesuje się tym zespołem, czy pewna formuła się wyczerpała, a nowy trener będzie dla graczy impulsem?
O swojej decyzji poinformowałem już zawodników w drodze powrotnej z tego meczu. Byliśmy wtedy mocno podłamani, podskórnie czuliśmy już, że ta drużyna przestanie istnieć w tym składzie personalnym. W takiej sytuacji dochodzi do spotkania prezesa z trenerem i albo dziękujemy sobie za współpracę, albo podejmujemy dalszą. Prezes Szulc nie był obecny wówczas w Kłodzku, a wracał, gdy ja wyjeżdżałem na obóz grupami młodzieżowymi. Ostatecznie do takiego spotkania nie doszło. Myślę, że jeśli byłaby chęć podjęcia dalszej współpracy, to dojście do porozumienia nie byłoby problemem. Choć doszło do kilku niewiążących rozmów, to zbyt długo siedzę w futbolu, żeby nie domyślić się, że mój czas w Nysie dobiegł końca.

Odszedł pan do Iskry. Taka decyzja zaskoczyła całe środowisko piłkarskie, ponieważ nikt nie wyobrażał sobie pana bez Nysy i Nysy bez pana. Powiem więcej, trener Małek stwierdził nawet, że w Kłodzku uznawany jest pan za ikonę.
Spotkałem się już z taką opinią w wielu miejscowościach. Z Lądka-Zdroju i okolic chyba dużo lepiej to widać, bo w Kłodzku tego nie dostrzeżono. Wobec tego dziękuję trenerowi Małkowi za miłe słowa. Zachował się bardzo elegancko wobec mnie, informując, że działacze Nysy podjęli z nim rozmowy o jego zatrudnieniu.

Wkrótce Iskra zmierzy się z Nysą. Co ciekawe, w ostatecznym rozrachunku punkt zdobyty z Nysą pozwolił się Iskrze utrzymać w Klasie Okręgowej. Los to figlarz.
Dziwne jest to, że inni trenerzy pracują tam, gdzie chcą i jakoś nikogo to zbytnio nie zajmuje, natomiast Adamczyk ma pracować w Kłodzku dożywotnio. Na pewno będzie to ważny mecz dla obu drużyn, ale za wygranie go dostaje się, jak za każdy inny trzy punkty. Na pewno przywitam się z zawodnikami Nysy przed meczem oraz pożegnam po meczu. Bez względu na wynik podziękuje im za mecz. Oni, jestem o tym przekonany, na pewno postąpią tak samo.

Siłą rzeczy pojawią się głosy, że „przyszedł trener z Kłodzka i wziął swoich ulubieńców, a miejscowi przesiadują na ławie”. Zatem, jaką ma pan koncepcję, jaki cel będzie przyświecał w obecnym sezonie Iskrze, Zespół opuścili przecież bracia Matusikowie - Konrad, który w zeszłych rozgrywkach zdobył czternaście bramek i Kamil, zdobywca trzynastu.
Wzmocnienia są potrzebne, a po odejściu Konrad i Kamila wręcz niezbędne. Rozmawiałem już z zawodnikami Iskry i wspólnie doszliśmy do wniosku, iż bez konkretnych wzmocnień na kilku pozycjach byłoby nam trudno skutecznie rywalizować o utrzymanie. Podstawowy skład ustalam na podstawie treningów i gier kontrolnych, czyli tak naprawdę sami zawodnicy decydują o swojej pozycji w drużynie. Dla mnie nie ma znaczenia, kto przyszedł z jakiego klubu. A jeśli ktoś nie zaakceptuje siedzenia na ławce, to ma problem. Co do założeń na nowy sezon, to mi nie trzeba ustawiać celów, bo zawsze ustawiam sobie poprzeczkę bardzo wysoko. W tym sezonie chcę zająć miejsce w górnej części tabeli, a za rok jeszcze wyżej.

Powróżmy z fusów. Trzon Nysy odszedł z klubu, Rafał Głasek z Michałem Stopą zakotwiczyli w Iskrze, która pozostaje w Klasie Okręgowej. Nysa z kolei spada do A Klasy i wówczas zostanie pan uznany za zdrajcę i grabarza klubu. Klubu, którego jest pan wychowankiem, i z którym święcił pan swoje największe sukcesy trenerskie.
Sądzę, że taki scenariusz się nie sprawdzi, więc nie ma sensu spekulować, a ja odbiję piłeczkę. Czy w przypadku awansu Nysy ktoś powie, że to moja zasługa? Na pewno nie, toteż dlaczego mam być obwiniany za ewentualne niepowodzenia, a za sukcesy już nie? Nysa świetnie sobie poradzi beze mnie. Dodam też, że pozbywanie się takich wychowanków, to duża lekkomyślność ze strony klubu. Być może się jednak mylę.

No właśnie, z kłodzkiego klubu odchodzi pan definitywnie. Nie będzie pan również szkolił młodzieży. Dlaczego?
Niestety na oficjalnej stronie klubu ukazała się nieprawdziwa informacja, jakobym zrezygnował z trenowania młodzieży za porozumieniem stron. Doszło bowiem do spotkania, na którym zakomunikowałem władzom klubu, że we wtorki i czwartki będę prowadził szkółkę w Stroniu Śląskim, w związku z czym dalsze trenowanie trampkarzy nie wchodziło w grę. Z młodzikami jednak chciałem nadal pracować. Zarząd nie wyraził na to zgody. Szkoda, że nie wzięto pod uwagę dobra dzieci, z którymi miałem świetny kontakt. Myślę nawet, że byliśmy emocjonalnie bardzo związani ze sobą. Chyba się nie pomylę, jak powiem, że z drużyną seniorów było podobnie. Przynajmniej z mojej strony.

Wspominał pan o szkółce piłkarskiej w Stroniu Śląskim. Proszę coś więcej o tym powiedzieć.
O założeniu własnej szkółki piłkarskiej myślałem już dawno. Decyzję przyspieszyło na pewno odejście Tomka Perczyńskiego, z którym współpraca układała się bardzo dobrze. Po jego odejściu nie miałem już takiego wpływu, na to co się dzieje w klubie. W Stroniu Śląskim natomiast panuje niezwykle przychylny klimat. Kilku przedsiębiorców bardzo zaangażowało się w mój projekt. Także burmistrz miasta, z którym się spotkałem, odniósł się pozytywnie do mojego pomysłu.

Już na zakończenie. Nysa się jeszcze nie wali. Czy jej los nadal leży na pana sercu?
Zależy, co mam przez to rozumieć. Drużyny i zawodnicy, z którymi pracowałem, na pewno nie są mi obojętni. Również pozostałe dzieci trenujące w Nysie. Jestem w dalszym ciągu trenerem powiatowym w Okręgowym Związku Piłki Nożnej w Wałbrzychu, którego zadaniem jest monitorowanie najzdolniejszych dzieci. Na pewno pomogę każdemu utalentowanemu dziecku trafić do lepszego klubu, jak już to miało miejsce w kilku przypadkach.

Rozmawiał MACIEJ PAWŁOWSKI

Maciej Pawłowski

0

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

REKLAMA


REKLAMA